Druk 837 o hodowlach rasowych: krok w stronę porządku czy ryzyko „fasadowej” ochrony zwierząt?

20 lutego 2026

W ramach działalności w Stowarzyszeniu Prawicy na Rzecz Zwierząt, miałam przyjemność brać udział w opiniowaniu  poselskiego projektu ustawy (druk nr 837) dotyczącego działalności stowarzyszeń felinologicznych i kynologicznych oraz organizacji hodowli kotów i psów rasowych. W toku analizy projektu, udało się sformułować obszerne stanowisko względem najważniejszych problemów projektu.  

Druk 837 to projekt, który w założeniu ma usystematyzować rynek hodowli rasowej i wzmocnić nadzór nad warunkami utrzymywania zwierząt. Projekt już w preambule deklaruje ochronę dobrostanu kotów i psów rasowych, ale jednocześnie bardzo mocno akcentuje „równe traktowanie” stowarzyszeń, co ma znaczenie dla tego, jak całość można będzie interpretować w praktyce.

Co projekt zmienia i dlaczego to ma znaczenie

Projekt w założeniu ma regulować zarówno zasady funkcjonowania stowarzyszeń (rejestr, regulaminy, programy hodowlane), jak i zasady prowadzenia hodowli, w tym nadzór i kontrolę warunków utrzymywania zwierząt. Już w art. 1 projekt wskazuje, że obejmuje m.in. zasady działalności stowarzyszeń, prowadzenia ksiąg hodowlanych i wydawania rodowodów oraz „utrzymywania kotów i psów rasowych w hodowli”, a także nadzór i kontrolę tych warunków.

Kluczowe jest też to, jak projekt definiuje podstawowe pojęcia. „Hodowca” ma być osobą fizyczną - członkiem stowarzyszenia wpisanego do rejestru i wpisaną do prowadzonego przez to stowarzyszenie wykazu (czyli „legalność hodowli” jest mocno związana z członkostwem i wpisem). Definicje „psa rasowego” i „kota rasowego” oparte są m.in. o „fenotyp i genotyp” oraz wymóg trzech pokoleń wpisanych do księgi hodowlanej z dodatkowymi odwołaniami do zagranicznych rejestrów uznawanych przez stowarzyszenia.

W projekcie pojawia się również pojęcie „programu hodowlanego”, które  w definicji jest „opracowane i zatwierdzone przez zarząd stowarzyszenia”. To jeden z punktów, w których pytanie o niezależność i standardy minimum wraca później jak bumerang.

Preambuła i filozofia regulacji

Preambuła w projekcie  jest nie tylko nieporęczna językowo, ale przede wszystkim problematyczna w warstwie „ustawowej filozofii”. Projekt zaczyna od celu zapewnienia „równego traktowania i wzajemnego szacunku pomiędzy” stowarzyszeniami, a dopiero potem wskazuje ochronę dobrostanu zwierząt jako cel. W praktyce preambuła bywa wykorzystywana przy wykładni celowościowej: pomaga odpowiedzieć, „co ustawodawca miał na myśli”. Jeżeli więc w preambule na pierwszym planie stają interesy organizacyjne, a nie dobrostan, to w sporach interpretacyjnych może to osłabiać argumentację prozwierzęcą. Dodatkowo fragment odwołujący się do „zgodności” z regulaminami organizacji międzynarodowych jest nieostry, a prawo państwowe powinno być prymarne i wystarczająco kompletne, by nie musieć „dopinać” standardów zewnętrznymi regulaminami.

Definicje rasowości i programy hodowlane

Największa kontrowersja definicyjna to wprowadzanie do definicji „rasowości” pojęć „fenotypu i genotypu” bez precyzyjnych ustawowych kryteriów, jak te elementy mają być oceniane i przez kogo. Projekt mówi o „odpowiednim dla rasy fenotypie i genotypie” oraz o trzech pokoleniach przodków wpisanych do księgi. Tak skonstruowana definicja generuje praktyczne pytania: czy „genotyp” oznacza obowiązkowe badania DNA, a jeśli tak, to jakie (profil rodzicielski, testy chorób, „test rasy”)? Projekt wprost nie wyjaśnia. Dodatkowo projekt dopuszcza oparcie się o „zagraniczny rejestr rodowodowy uznawany przez stowarzyszenie”. To znowu przerzuca ciężar standardu z ustawy na praktykę i decyzję stowarzyszenia. Bez ustawowych kryteriów równoważności można de facto „importować” wiarygodność z rejestrów o bardzo różnych standardach.

Ten problem rozszerza się na „program hodowlany”, który w projekcie jest opracowywany i zatwierdzany wewnętrznie przez zarząd stowarzyszenia. Jednocześnie regulamin hodowlany ma określać m.in. zasady kwalifikowania zwierząt do hodowli, zasady badań profilu DNA i zasady egzaminu hodowcy, a program hodowlany ma zawierać m.in. nazwę rasy i „wzorzec rasy”. Jeśli wzorzec rasy miałby być ustalany w praktyce przez poszczególne stowarzyszenia, bez obowiązku oparcia o standardy powszechnie uznane, rośnie ryzyko dopuszczania cech powiązanych z wadami zdrowotnymi, zwłaszcza w obszarze cech ekstremalnych lub odmian umaszczeń, które w wielu systemach kynologicznych są ograniczane. W tym miejscu warto pokazać alternatywny punkt odniesienia. Fédération Cynologique Internationale wskazuje historycznie swój cel jako promowanie i ochrona kynologii i psów rasowych, a jej standardy, praktycznie stanowią punkt odniesienia w krajach członkowskich. Co istotne, FCI publikuje standardy w kilku językach i prowadzi uporządkowany wykaz publikacji standardów (w praktyce: językowe wersje standardu są udostępniane i aktualizowane). Ten model pokazuje, że standaryzacja jest możliwa i warto ją przynajmniej częściowo „zaciągnąć” do projektu jako wymóg minimum, zamiast zostawiać ją w pełni w rękach poszczególnych stowarzyszeń.

Kontrola i weryfikacja kompetencji

Projekt daje stowarzyszeniom uprawnienie do kontroli hodowli bez uprzedzenia: „stowarzyszenie (…) może przeprowadzić kontrolę miejsca (…) bez uprzedniego zawiadomienia”. Sama idea niezapowiedzianych kontroli jest racjonalna, bo pomniejsza ryzyko „kontroli pokazowej”, ale problemem jest konstrukcja „może”, czyli brak gwarancji regularności, oraz brak ustawowego standardu: kto kontroluje, z jakimi kwalifikacjami, jaki protokół powstaje, jaki jest tryb zgłaszania zastrzeżeń i jakie są konsekwencje ustaleń kontroli. W podobnym duchu pojawia się weryfikacja kompetencji hodowcy (egzamin). Projekt przewiduje, że regulamin hodowlany ma określać zasady egzaminu hodowcy i oceny. Jeżeli standard egzaminu, j. zakres i poziom trudności) pozostanie całkowicie w gestii stowarzyszeń, realne staje się ryzyko „turystyki regulacyjnej”: hodowca wybiera organizację, w której formalności są najłatwiejsze, co nie musi przekładać się na dobrostan.

Jednocześnie projekt w uzasadnieniu przewiduje istotną rolę kontroli państwowej: kontrolę minimalnych warunków utrzymywania zwierząt ma wykonywać powiatowy lekarz weterynarii, z możliwością wydawania decyzji administracyjnej nakazującej usunięcie uchybień i nakładania administracyjnych kar pieniężnych. To jest element, który może „domknąć” system, ale tylko wtedy, gdy będzie jasny proceduralnie i realnie wykonalny kadrowo.

Jawność danych hodowców a RODO

Najbardziej „czuły” punkt projektu z perspektywy ochrony danych osobowych to obowiązek publikacji wykazu hodowców na stronie internetowej stowarzyszenia. Art. 12 nakazuje udostępniać m.in. wykaz hodowców „z podziałem na hodowane rasy”, a art. 13 definiuje zakres danych w wykazie: imię i nazwisko, adres hodowli, dane o wpisie, przydomek hodowlany, a także informacje o wykreśleniu z wykazu wraz z przyczynami oraz o ustaniu członkostwa. W naszej ocenie to rodzi poważne ryzyka RODO, zwłaszcza w świetle zasady „minimalizacji danych” (dane mają być adekwatne, stosowne i ograniczone do tego, co niezbędne do celu). Publiczne ujawnianie pełnego adresu hodowli, często zbieżnego z miejscem zamieszkania osoby fizycznej, oraz „przyczyn wykreślenia” może być nieproporcjonalne w stosunku do celu transparentności rynku, a dodatkowo zwiększa ryzyko nadużyć w tym ryzyk bezpieczeństwa osób i zwierząt.

Rozwiązaniem, które uważamy za racjonalne i proporcjonalne, jest ustawowe rozdzielenie danych: publiczny „wykaz minimum”, np. identyfikator hodowli, rasy, województwo/powiat, status aktywny/wykreślony i numer wpisu, oraz część pełna- dostępna dla organów nadzoru. Taki model pozwala zachować cel informacyjny, a jednocześnie respektować minimalizację i bezpieczeństwo danych.

Zmiany w ustawie o ochronie zwierząt: „treser” i niejednoznaczne „lub”

Druk 837 nie jest wyłącznie „ustawą o hodowlach”. Wprost zmienia ustawę o ochronie zwierząt. Projekt proponuje m.in. dodanie obowiązkowego szkolenia „psa rasy uznawanej za agresywną” przez „tresera psów”, potwierdzonego zaświadczeniem, zmianę wyjątku od zakazu rozmnażania w celach handlowych (art. 10a ust. 6) oraz nowe brzmienie art. 37a ust. 1, które przewiduje odpowiedzialność za brak „zezwolenia lub wpisu do wykazu hodowców”. Wątpliwości budzą dwa aspekty. Po pierwsze- „treser psów” jako figura ustawowa: w praktyce brak jest zawodu regulowanego w tym sensie, że państwo nie wyznacza jednolitego standardu kwalifikacji, licencji i odpowiedzialności zawodowej „tresera”, a sama klasyfikacja zawodów służy celom statystycznym i nie stanowi podstawy do nadawania uprawnień. Przy takiej konstrukcji łatwo wyobrazić sobie powstanie rynku „zaświadczeń”, które formalnie spełniają wymóg, ale nie budują realnego bezpieczeństwa.

Po drugie – redakcja art. 37a ust. 1 (po zmianie). Obecnie art. 37a penalizuje brak wymaganego zezwolenia na prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną. Projekt dodaje do tego „zezwolenie lub wpis do wykazu hodowców”. Literalnie spójnik „lub” może sugerować alternatywność, co w przepisie represyjnym jest szczególnie niebezpieczne: pojawia się ryzyko interpretacji, że do uniknięcia odpowiedzialności wystarczy jeden z dwóch „tytułów”, a to nie musi być zgodne z intencją projektodawcy.

Co dalej: postulaty dopracowania projektu

Nie kwestionujemy potrzeby uporządkowania rynku hodowli rasowej . Sama idea rejestru, obowiązków dokumentacyjnych i wzmocnienia kontroli może być korzystna dla zwierząt, jeśli zostanie dobrze zaprojektowana. Projekt przewiduje m.in. ministerialne rozporządzenie o minimalnych warunkach utrzymywania zwierząt w hodowli oraz katalog obowiązków hodowcy, w tym zabezpieczenia hodowli, dokumentacji zdrowotnej, opieki weterynaryjnej. To są instrumenty, które przy dobrym standardzie wykonawczym mogą działać realnie ochronnie.

Równolegle uważamy, że projekt wymaga dopracowania w punktach krytycznych: jasnego „dobrostanowego prymatu”, doprecyzowania definicji „rasowości” i roli „genotypu”, ustawowych bezpieczników dla programów hodowlanych i egzaminów, a także proporcjonalnego modelu jawności danych hodowców zgodnego z RODO. W obszarze zmian w ustawie o ochronie zwierząt postulowałabym w szczególności doprecyzowanie, kto i według jakich standardów może szkolić psa (i opiekuna), a w art. 37a -  usunięcie wieloznaczności poprzez rozdzielenie odpowiedzialności za brak zezwolenia (utrzymywanie/agresywna rasa) i brak wpisu (hodowla).

Na koniec, w debacie o hodowlach warto pamiętać, że dobre praktyki już istnieją - choćby w standardach tworzonych przez Doginoga, gdzie nacisk kładziony jest na warunki bytowe, opiekę, socjalizację i wzbogacanie środowiska. Dla nas priorytetem jest, by nowe przepisy nie tworzyły wyłącznie porządku w papierach, lecz realnie i mierzalnie poprawiały dobrostan zwierząt  i żeby nadzór był możliwy do wykonania zarówno przez stowarzyszenia, jak i przez Inspekcję Weterynaryjną oraz organy administracji.

 

LINK do standardów wypracowanych przez Doginoga:

 https://doginoga.pl/breeder/kodeks-etyki-hodowcy-doginoga-8

zwierzoglos@gmail.com

Website created in white label responsive website builder WebWave.

Podpowiedź:

Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium

Ta strona została stworzona za darmo w WebWave.
Ty też możesz stworzyć swoją darmową stronę www bez kodowania.